„Gdzie moje efekty?” czyli jak to jest, że myślisz, że się uczysz, a czujesz, że nie umiesz.

29 kwietnia 2020

Miał rację ten, kto napisał, że nieważne jest, ile wiesz. Ważne, ile z tej wiedzy stosujesz w praktyce. Tak właśnie jest z językami. Weźmy takie czasy gramatyczne. Zazwyczaj je kojarzymy. Nieco rzadziej rozumiemy, który do czego służy. Ale w praktyce – kiedy już otwieramy buzię, żeby coś po angielsku powiedzieć, z upodobaniem chwytamy się bezokoliczników. Albo urządzamy sobie gramatyczną „lambadę” myląc wszystko, co się da. I pytamy siebie po fakcie: co ze mną jest nie tak? Co więc robimy źle?

Zacznijmy od początku. Zacznijmy od Twojego mózgu.

Psychiatra prawdę Ci powie

Ustalmy fakty: twój mózg jest WSPANIAŁY. Ma nieograniczone możliwości i… NIE DA SIĘ GO ZMUSIĆ, żeby się czegoś nauczył! Mózg uczy się sam. I kropka. Pisze o tym prof. Manfred Spitzer, kierownik katedry psychiatrii uniwersytetu w Ulm, w swojej głośnej książce “Jak uczy się mózg”. Oddajmy mu głos:

„Większość ludzi kojarzy uczenie się ze szkołą, wkuwaniem, ryciem, potem i łzami, złymi ocenami, wyczerpującymi klasówkami (…). Jeśli miałbym wymienić jedną aktywność, do której człowiek nadaje się najlepiej, tak jak albatros do latania, (…) to jest to właśnie uczenie się (…). Powszechne przekonanie o tym, że można (lub, co gorsza, trzeba) podzielić czas na taki, kiedy się uczymy i taki, kiedy mamy wolne, jest kompletnym nieporozumieniem. Nasz mózg płata nam figla i uczy się nieustannie. (…) bez przyjemności i z małą efektywnością uczymy się treści, które są narzucone (…).”

No widzisz? Wybitny psychiatra apeluje: nie wkuwaj słówek. Nic dobrego z tego nie wyniknie. 

Informacyjne tsunami

No dobrze, co więc możemy zrobić, żeby nasz mózg jednak nauczył się tego, co dla nas ważne? Jak nie dopuścić, by porcja nowych angielskich zwrotów trafiła tam gdzie treść spotów radiowych, które bombardowały nas przez pół dnia? Tam – czyli na śmietnik pamięci.

Ważne, by to zrozumieć: nasz mózg musi wybierać co pamiętać, a czego nie, codziennie po tysiąckroć, żebyśmy mogli pozostać przy względnie zdrowych zmysłach. Jest ewolucyjnie nieprzystosowany do informacyjnego i wrażeniowego tsunami, na jakie eksponujemy go dzień w dzień. Dlatego eliminuje to, co mu zalega w sobie właściwy sposób: obracając w niepamięć 🙂 Jeśli więc uczysz się języka kolejny rok, ale doświadczasz frustracji z powodu niezadowalających efektów, czas przyjrzeć się jak to robisz. Przeanalizować w jaki sposób się uczysz i jak stosujesz nową wiedzę. Pomoże Ci to zrozumieć, gdzie potrzebna jest zmiana. Bo bez zmiany, zmian nie będzie – to jest pewne. Choć czasem potrzebujemy kogoś, kto nam o tym przypomni. Więc jestem 🙂

Więcej presji nie oznacza więcej efektów

Jestem również po to, byś – zwrócę się tutaj szczególnie do kobiet – traktowała siebie z większym zrozumieniem. Jako właścicielka biznesu językowego na co dzień rozmawiam z ludźmi o ich potrzebach w obszarze nauki języków. W rozmowach z kobietami wciąż zbyt często pojawia się wątek niezadowolenia z siebie. Auto-zarzut „Wciąż się uczę, a wciąż nie umiem”; „Wkuwam słówka, ale zaraz zapominam” podsumowany konstatacją (czy też wnioskiem, jak kto woli)

  • JESTEM NIEWYUCZALNA
  • JESTEM JĘZYKOWYM BEZTALENCIEM
  • JESTEM BEZNADZIEJNA

Ustalmy coś. Nie. NIE JESTEŚ. A więcej presji, więcej wyrzeczeń i dłuższe godziny spędzone nad podręcznikiem do angielskiego nie są tym, czego potrzebujesz, żeby poczuć, że jednak dasz radę opanować umiejętność, jaką jest porozumiewanie się w obcym języku. To, czego potrzebujesz, to wiedzieć CO ZMIENIĆ, żeby poczuć efekt. A kiedy się dowiesz, przyjdzie czas na świadome działanie, dzięki któremu zaczniesz doceniać ile już potrafisz, zauważać, jak dużo rozumiesz i systemowo przyswajać to, czego jeszcze nie wiesz, a chcesz wiedzieć. 

Nie użyjesz – nie zapamiętasz

Najważniejsze w 100% zależy od Ciebie. Od tego, czy znajdziesz w sobie uważność i determinację, by z całej zdobytej wiedzy wydobywać i – NA MIŁOŚĆ BOSKĄ – UŻYWAĆ!!! tych słów, tych zwrotów i tej gramy, które – UWAGA – są Ci potrzebne i/ lub których używanie sprawia Ci przyjemność.

Bez używania nie ma zapamiętywania. Nie ma poczucia: mówię coraz lepiej. Bez używania w najlepszym razie Twój bierny angielski: to jak rozumiesz ze słuchu i kiedy czytasz, może (nie musi) być coraz lepszy. I o tym również rozmawiam niemal z każdym dorosłym, który planuje kolejny etap swojego językowego rozwoju pod opieką moją i Zespołu WOW. Bo 90% z nas zdecydowanie więcej rozumie niż potrafi powiedzieć. Prawdą jest, że głębokość tej dysproporcji to sprawa indywidualna, niemniej warto zapamiętać tę uniwersalną prawdę: jeśli nie zastosujesz w praktyce tego, co poznajesz w teorii (UWAGA: przez “zastosujesz w praktyce” nie mam na myśli gramatycznych rebusów znanych Ci z podstawówki i kursów pod egzaminy), ODBIERASZ SOBIE SZANSĘ NA PROGRES w aktywnym posługiwaniu się obcym językiem, czyli kiedy w nim mówisz lub piszesz. 

Pogłębiając swoją znajomość języka, przywołuj więc w pamięci tę zasadę:

rozumiem jak działa pamięć -> wiem, jak się uczyć, żeby pamiętać -> używam tego, czego się uczę, bo wtedy rozwijam swoje umiejętności językowe

Twoje efekty: łatwość przywoływania nowych zwrotów z pamięci, większa swoboda i pewność siebie w komunikowaniu się „po obcemu” – wkrótce Cię zaskoczą.

PS. Piszę tego bloga po to, by zadbać o ludzi, którzy uczą się języków, ale nie są zadowoleni ze swoich efektów, boją się komunikować, obawiają się błędów. Pomóż mi dotrzeć do tych, którzy tego potrzebują – udostępnij, najlepiej z osobistym komentarzem. Dziękuję!


W następnym odcinku: „Trzy sprawdzone pomysły, by chłonąć język jak gąbka”